dzień z życia faceta

whisky, sportowe fury, mecze, dobry sex


Leave a comment

Ten dzień akurat nie należał do udanych.

Moi koledzy z pracy od jakiegoś czasu przebąkiwali coś o tego typu problemach. Nie pokazywałem tego po sobie, ale trochę mi się chciało z nich śmiać. No bo są raptem kilka lat starsi ode mnie a mają kłopoty jak emeryci. Długo ten mój stan jednak nie potrwał. Bardzo szybko okazało się, że zaczynam mieć taki sam problem. I niestety mój ujawnił się w najmniej odpowiednim momencie.

Wyobraźcie sobie taką scenę: jest piątek, skończyłem pracę, wracam do domu, po drodzę łapię jakiegoś fastfooda, biorę prysznic i zbieram się na imprezę. Jakąś domówkę u kumpla. Na miejscu nie było za dużo ludzi, głównie starzy znajomi, ale szybko postanowiliśmy ruszyć gdzieś do klubu. I tam moja koleżanka z liceum spotkała jakieś swoje kumpele. Co wam będę mówić. Jedna była bardzo spoko. Byłem już po kilku drinkach, ale ona też wypiła już przynajmniej jednego. I jakoś poszło. Trochę gadki, zaczęliśmy tańczyć i w ten sposób bardzo wczesnym rankiem wylądowaliśmy u niej. Była wiosna, więc o tej porze robiło się już jasno a ona nie miała w domu żadnych zasłon. Najpierw nawet się ucieszyłem. Lubię seks przy świetle. Co, jestem facetem i patrzenie na dziewczyny sprawia mi mega przyjemność.

To teraz sobie wyobraźcie, co czułem, jak okazało się, że w żaden sposób nie mogę wejść do akcji. Masakra. Dziewczyna najpierw nie wie o co chodzi, ale za chwilę zobaczyła moją minę i już się zorientowała. Wyborażam sobie, że w stałym związku coś takiego może jakoś łatwiej przejść. A tutaj? Leżę z rozpaloną laską, której imię z trudem pamiętam, chociaż bardzo mi się podoba i wiem, że mamy wspólnych znajomych.

W pierwszej chwili pomyślałem, że muszę stąd szybko zwiać i najlepiej przeprowadzić się do innego miasta. Albo pojadę do brata do Londynu. Totalnie spanikowałem. Nie wiem, ile to trwało i nie pamiętam, co dokładnie powiedziałem. Pamiętam, że jakoś ją przeprosiłem i uciekłem od niej nie zakładając nawet skarpetek.

W poniedziałek rano poszedłem do lekarza, wziąłem L4 i zaszyłem się w domu. Zacząłem przekopywać cały światowy internet w poszukiwaniu pomocy. Wszyscy piszą o tym, że stres, przepracowanie, niezdrowy tryb życia i inne takie. No ok. Sporo pracuję, jestem nerwowy i nie odżywiam się najlepiej. Ale teraz co ja mogę zrobić? Nie wymienię sobie pracy, życia czy organizmu. Potrzebuję czegoś, co zacznie działać od razu. We wszystkich recencjach produktów, które dostępne są w aptekach napisane jest, że po prostu nie działają. Że to są jakieś ziołowe środki, bardziej placebo. Nie chcę czegoś takiego. Ok. W takim razie musi być jakiś inny sposób. Jako opcja wyskoczył mi jeszcze turnus jogi gdzieś w górach. Błagam. Nie będę się wyginał na kocu i udawał, że to mi pomoże.

Znalazłem na szczęście jeszcze jedną stronkę. Tzn znalazłem ich sporo, ale ta jako jedyna nie miała tylu negatywnych opinii co inne. Zdecydowałem się na suplement o nazwie Potenga. Przesyłka przyszła dyskretna, więc przynajmniej przed kurierem nie musiałem się wstydzić.

To wszystko było jakiś czas temu. Mniej więcej 2 tygodnie później wpadłem na ulicy na tę samą laskę. W pierwszej chwili się przeraziłem, ale nie było już odwrotu. Wpadliśmy na siebie i zaczęliśmy gadać. Nie wiem jak to się stało, ale po tych proszkach poczułem się jakoś inaczej. Tak, jak by tamten facet, który jej nie podołał to był zupełnie inny człowiek. Ona chyba też musiała to zauważyć, bo sama zaproponowała kawę na rogu. No a wiecie, ja  mieszkam bardzo niedaleko tego miejsca. Przyszła do mnie wtedy i chyba wyszła całkiem zadowolona 😉 Zwłaszcza, że zadzwoniła następnego dnia i zaprosiła mnie do siebie. I tak spotykamy się kilka razy w tygodniu. Czasami nawet dwa razy tego samego dnia – przed i po pracy. I uwierzcie, jest bardzo spoko. To nie tylko widać ale i słychać 😉